Pamiętnik.
Przecież to takie proste. Siadam sobie i piszę. Jak małam 12 lat założyłam pamiętnik. Nawet pamiętam gdzie kupiłam ten duży czerwony zeszyt. Uroczy sklepik papierniczy niedaleko ulicy Złotej. Trzymałam go w objęciach wdychając zapach kartek. To będzie mój pamiętnik. Mój jedyny, własny. Wróciłam do domu. Niecierpliwie, szybko chwycony długopis. Dzień po dniu. Tydzień po tygodniu. Kartki się zapełniały. Radości, smutki, frustracje, plany i nadzieje. Co kryje się w sercu niewinnej 12-latki?
Pamiętnik. Schowany na dnie szuflady. Opis pierwszego uczucia, pierwszych miłosnych spojrzeń, pierwszego zachwytu, pierwszego dotyku.
Pamiętnik. Kartki pomarszoczone od łez. Opis pierwszego porzucenia, pierwszego niezrozumienia, pierwszej zdrady i bólu.
Pamiętnik. Schowany między najstarszymi rzeczami. Niepotrzebny. Budzący złe wspomnienia. A treść budzi niesmak. A zarazem słodki smak wspomnień. Takich niewinnych wciąż. Takich naiwnych. Ale szczerych.
Pamiętnik. Schowany lecz niezniszczony. Bo takich rzeczy się nie wyrzuca. Nie wyrywa się cześci samej siebie.